10 lutego 2016

Stosik 2/2016 + wyniki konkursu urodzinowego


Jeju, nie mogę uwierzyć w to, że moje ferie już się kończą, a ja nie zrobiłam w trakcie nich niczego z czego sobie zaplanowałam. Minęły mi one na nicnierobieniu i jestem kompletnie zawiedziona! Nie mówiąc już o tym, że chciałam zwiększyć moją aktywność na blogu i jak zwykle nic z tego nie wyszło ;/ A mój kryzys czytelniczy się pogłębił i przeczytałam tylko jedną książkę. Pozostaje mi tylko zaszyć się w kącie i popłakać sobie ;(

nawet nie wiecie, jak denerwuje mnie ta ręka

Wakacje w Szkocji - spóźniony prezent świąteczny od kolegi, właśnie czytam
Amber - egzemplarz recenzencki, przeczytana
Matylda Savitch - z biblioteki, biorąc pod uwagę to, że jutro muszę się tam wybrać, wątpię, żeby udało mi się dokończyć tę książkę
Kafka nad morzem - z biblioteki, utknęłam gdzieś na setnej stronie, już nawet świetny styl Murakamiego nie pomaga przebrnąć przez tę książkę, jest strasznie nudna ;/
Kołysanka - egzemplarz recenzencki, recenzja tutaj


No to teraz pora na wyniki konkursu, które pojawiają się z wieelkim opóźnieniem. Strasznie za to przepraszam, ale bywa, że czasem jest ze mnie bardzo leniwa osoba. A więc do kogo powędruje Edgame. Wezwanie?

mniejszych kartek to już się chyba dało zrobić
A więc książkę wygrywa Meredith!

Serdecznie gratuluję zwycięzcy i dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie, a tymczasem już lecę pisać maila ;D

6 lutego 2016

„Garść pierników, szczypta miłości” Natalia Sońska

Natalia Sońska, Garść pierników, szczypta miłości, 364, Czwarta Strona
★★★★★☆☆☆☆
Natalia Sońska to dwudziestodwuletnia studentka, dla której pisanie jest pasją i przyjemnym oderwaniem od szarej rzeczywistości. W swojej raczkującej twórczości stara się przekazać, że życie potrafi zaskakiwać i to w dużej mierze od człowieka zależy, jak potoczą się jego losy. Wierzy w happy endy i z tą dewizą podąża również przez własne życie. Garść pierników, szczypta miłości to jej pierwsza książka, jednak zapał i głowa pełna pomysłów jednoznacznie świadczą o tym, że z pewnością nie ostatnia.

Zacznę od tego, że sięgając po tę książkę, byłam kierowana trzema rzeczami. Po pierwsze, muszę przyznać, że jestem okropnym wzrokowcem i gdyby nie ta piękna okładka, na Garść pierników, szczyptę miłości w ogóle bym nie spojrzała. Po drugie, miałam ochotę na jakąś lekką książkę ze świątecznym tłem, a po trzecie - te wszystkie wychwalające recenzje zdecydowanie zachęciły mnie do przeczytania jej.  I gdyby nie to, że do tej lektury podeszłam z obniżonymi oczekiwaniami, to na pewno bym się zawiodła.

„Wychodzę z założenia, że na większość wydarzeń w naszym życiu mamy wpływ i sami na nie nie pracujemy.Jeśli wiec coś nie idzie po naszej myśli, możemy mieć pretensje jedynie do siebie. Narzekając ujawniamy, jak wiele rzeczy nam nie wyszło. Nieświadomie obnażamy nasze słabości. A wystarczy mieć trzeźwe spojrzenie na świat, dystans do siebie i garstkę samokrytyki.”

Hanka to młoda i niezależna kobieta, która cała swoje życie podporządkowała karierze dziennikarki. Po kliku nieudanych związkach postanowiła dać sobie spokój z facetami i skupić się na pracy, a myśl o zakochaniu się w jakimś mężczyźnie i założeniu w przyszłości własnej rodziny odeszła na dalszy plan. Uważa nawet, że jest lepiej, gdy nie zaprząta sobie głowy czymś takim jak miłość czy stały związek, a przelotne znajomości bez zobowiązań wystarczają jej w zupełności. Jednak nagle poukładane życie panny Bielskiej zostaje zburzone, bo na scenę wkraczają: Marek, były kochanek i obecny mąż szefowej, który chyba pragnie odnowić dawną znajomość, Wiktor, intrygujący i czarujący biznesmen, oraz fotograf Daniel.

O Hance mogę napisać tyle, że naprawdę ją polubiłam do pewnego momentu. Główna bohaterka jawiła się jako pewna siebie i zdecydowana kobieta, która zdecydowała się na życie bez facetów i czerpała z tego korzyści. Posiadała mocny charakterek i potrafiła pokazać pazurki, ale w kontaktach z przyjaciółmi czy rodziną okazywała się być ciepłą i sympatyczną osobą. A lubiłam ją tylko do pewnego momentu, bo w końcu zaczęło irytować mnie to jej lawirowanie między mężczyznami, którzy się nagle pojawili, i sytuacja później z tego wynikająca. W sumie do niczego wielkiego też nie doszło, ale wystarczyło to, aby zrazić mnie nieco do tej postaci.

O reszcie bohaterów nie mam za wiele do napisania. Kinga - dobra przyjaciółka Hanki, niewyróżniająca się niczym szczególnym na tle innych książkowych przyjaciółek głównych bohaterek. Z Wiktorem w sumie sytuacja ma się podobnie - arogancki biznesmen, uporczywie zabiegający o uwagę Wrońskiej. Imponowało mi to, że samotnie postanowił wziąć pod opiekę dzieci swojej siostry, jednak nie jest to osobowość na długo zapadająca w pamięci. Pozostali bohaterowie zalali mi się w całość, a że od przeczytania tej książki minęło już trochę czasu, nie potrafię sklecić o nich choćby jednego zdania.

„Ludzką rzeczą jest się załamać, to naturalna konsekwencja posiadania uczuć. Najważniejsze, w jaki sposób i czy w ogóle potrafimy radzić sobie z problemami. Ile wart jest dla ciebie człowiek, który wszystko otrzymuje podane a tacy, a ile ten, który własnymi siłami, walcząc z przeciwnościami losu, osiąga to samo? Myślę, ze doskonale wiesz, ze wartość człowieka mierzy się nie tym, co posiada, lecz tym , w jaki sposób to osiągnął, prawda?” 

Wątek romantyczny tej książki na początku wywołał u mnie lekkie zamieszanie. Autorka spowodowała mały bałagan, wprowadzając na powitanie aż trzech facetów ubiegających się o zainteresowanie ze strony bohaterki, co akurat sprawiło, że nie byłam zachwycona takim zabiegiem i zastanawiałam się, jak ona z niego wybrnie. Jednak koniec końców na szczęście pani Sońskiej udało się zgrabnie z tego wyjść, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego już na wejściu tak skomplikowała sprawę. Zaraz potem zapaliła mi się w głowie ostrzegawcza lampka, bo bałam się, że wszystko skończy się czymś na wzór Greya, ale na szczęście relacji Hani i Wiktora było daleko do tej z książek E.L. James Mimo to traktowałam ich dosyć chłodno i nawet nie kibicowałam im. W sumie było mi całkiem obojętne to czy będą razem czy nie, co jest bardzo dziwne, bo ja zawsze trzymam kciuki za główną parę.

Z tą książką mam taki problem, że została reklamowana jako ciepła, zimowa opowieść, wywołująca uśmiech i łzy, o miłości, ważnych więzach rodzinnych czy poszukiwaniu szczęścia i właśnie nastawiłam się na to, że taką otrzymam. Okazało się, że Garść pierników, szczypta miłości to taki wtórny romans, który chociaż się dobrze czyta, to jednak nie zaskakuje i nie spełnia moich, już i tak zaniżonych, oczekiwań. Zabrakło mi przede wszystkim tutaj tej rodzinnej atmosfery, tego ciepła, na które tak wyczekiwałam. Co prawda Hania ciągle mówiła o tym, jak ważne są dla niej święta z rodzicami i nie potrafi spędzić ich z nikim innym, ale samo gadanie o tym nie wystarczyło bym zrozumiała, dlaczego tak jest.

Podsumowując, uważam, że Garść pierników, szczypta miłości to nieco za bardzo przereklamowana książka jak na zwykły romans. Nie zawiodłam się na niej ani też nawet nie żałuję, że zmarnowałam na jej przeczytanie kilka godzin, ale też nie będę jej nikomu polecać, bo nie sądzę, żeby była tego warta.

1 lutego 2016

"Kołysanka" Sarah Dessen

Sarah Dessen, Kołysanka, 305, HarperCollins Polska
★★★★★★★☆☆☆

Remy Starr to dziewiętnastolatka, która właśnie skończyła liceum i rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu. Dziewczyna nie ukrywa, że w przeszłości prowadziła dosyć rozwiązły tryb życia, sporo imprezowała i nadużywała alkoholu. Teraz chce to zmienić, a wyjazd na studia do odległego miasta ma być symbolem tych zmian i być równoznaczne z porzuceniem wszelkich zobowiązań.  I wtedy właśnie pojawia się Dexter...

Główna bohaterka przez całe swoje życie była wychowywana jedynie przez matkę - ojciec porzucił ją przed narodzinami, a jedyną pozostałością po nim była ckliwa piosenka Kołysanka, która szybko stała się hitem radiowym. Życie z matką pisarką, która zmienia mężów jak rękawiczki, nie było dla Remy łatwe. Spowodowało to jej zwątpienie w wieczną miłość, w efekcie czego postanowiła nie angażować się w związki, skoro i tak żaden z nich nie ma przed sobą dobrej przyszłości. Potrafiła nawet obliczyć, kiedy powinna nadejść idealna chwila na rozstanie. Była osobą bardzo cyniczną, czego nawet nie ukrywała, oraz do bólu pedantyczną. W swoim samochodzie nie pozwalała nikomu jeść, a przednią szybę zazwyczaj myła nawet od wewnątrz. Lubiła porządek i organizację, które tak bardzo kłóciły się ze specyficzną naturą jej matki.

"Nie miałam już złudzeń co do miłości. Była, mijała, i albo pozostawiała po sobie zniszczenia, albo nie. Niezależnie od treści piosenek, ludziom nie jest dane trwać przy sobie na zawsze."

Spokój poukładanego życia Remy zakłóca pojawienie się Dextera. Jest on muzykiem i totalnym przeciwieństwem dziewczyny. Niechlujny, pełny optymizmu, ciągle w ruchu i zawsze chętny do durnych zakładów. Dexter to taki jasny promyczek tej książki. Nie wiem, jak można byłoby go nie uwielbiać. Należą się gromkie brawa autorce za to, że w końcu udało się wykreować chłopaka, który w niczym nie przypomina tych wszystkich chłopaków, który są tak popularni w książkach młodzieżowych. Dexter nie powala swoją urodą na kolana, nie rzuca na prawo i lewo sarkazmem, nie ugania się za nim wianuszek dziewczyn. Przyznam, że polubiłam go znacznie bardziej niż Remy, która czasami irytowała mnie tym, jak go traktowała. Serio, jak można nie doceniać takiego skarbu? Chociaż jestem absolutną fanką tej pary, to jednak w pewnym momencie chciałam, żeby Dexter się ogarnął i dał sobie spokój z uganianiem się za tą dziewczyną i liczeniem na coś więcej.

Autorka nie skupiła się tylko na opisaniu wątku romantycznego, ale też świetnie nakreśliła relacje, jakie łączyły Remy i jej matkę. Dziewczyna nie mogła uciec od tego, że pewne wybory, które dokonała w przeszłości, i wybory jej matki rzutowały na jej obecny stosunek do miłości. Barbara i Remy różniły się bardzo pod tym względem. Nawet gdy kolejne małżeństwo Barbary kończyło się, chociaż ledwo co się zaczęło, ona dalej nie przestawała wierzyć w to, że w końcu znajdzie tego jedynego.  Nie bała się miłości i tego, co może ona przynieść. Zaś doświadczenie matki utwierdzało Remy tylko bardziej w tym, że nie warto się angażować. Nie potrzebowała lepszego dowodu niż piąte z kolei nieudane małżeństwo matki.

"Lepiej jest, kiedy ty dyktujesz warunki i nikt nie ma dostępu do twojego serca."

Cała książka obfituje w masę postaci drugoplanowych. Jedni są lepiej wykreowani, inni gorzej. Na pewno wiele trudności podczas czytania sprawiało mi odróżnienie członków zespołu Dextera. Moim zdaniem zostali wprowadzeni nieco za szybko i zbyt chaotycznie, przez co miałam problem z ogarnięciem, kto jest kim. Do tej pory nie wiem, ilu dokładnie ich było, a jako tako kojarzę tylko tego rudego. Na szczęście z trzema przyjaciółkami Remy już nie miałam takiego problemu. Nie mam żadnych zastrzeżeń do kreacji Jess, Lissy i Chloe. Każdą z nich wyróżniało coś charakterystycznego i każda z nich była zupełnie inna od poprzedniej, ale przy tym jednocześnie świetnie się uzupełniały.

Co prawda okładka Kołysanki nie jest najładniejsza i raczej nie zachęca wzrokowca do sięgnięcia po nią, ale treść nie jest już taka zła. Dodatkowo czcionka jest jak dla mnie idealna - wzrok się nie męczy i szybko się czyta. Styl autorki jest lekki i przyjemny, aczkolwiek też nie jest do bólu prosty. Dessen wie, jak zaczarować czytelnika słowem. Zaś zakończenie może i nie jest nieprzewidywalne, ale bardzo satysfakcjonujące.

Kołysanka to lekka książka na jedno popołudnie, ale absolutnie warta poświęcenia tych kilku godzin na przeczytanie jej. Nie jest to tylko oklepany romans dla młodzieży, ale coś znacznie więcej. Nie mogłabym nie polecić tej książki.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.