27 lutego 2017

„Bestia” Faye Kellerman

448 stron, HarperCollins Polska, 2017

Niespełna rok temu miałam okazję przeczytać inną książkę tej autorki, a mianowicie Pętlę. Było to nie tylko moje pierwsze spotkanie z twórczością Faye Kellerman, ale także z serią o Peterze Deckerze i Rinie Lazarus. Choć nie obyło się bez wad, to ten kryminał zaliczam na plus, dlatego z chęcią przyjęłam propozycje zrecenzowania dwudziestego pierwszego tomu serii. Czy Bestia również przypadła mi do gustu?

Peter Decker - porucznik z wydziału zabójstw w Los Angeles - ma do rozwikłania kolejną zagadkę. W mieszkaniu znanego bogatego wynalazcy Hobarta Penny'ego, który na starość zdecydował wieść samotniczy tryb życia, znaleziono jego martwe ciało, a obok niego krążył rozjuszony tygrys. To jeszcze nie wszystko, bowiem ten wielki kot nie był jedynym niebezpiecznym zwierzęciem w domu.

Zacznę od tego, co najbardziej nie podobało mi się w Pętli, czyli wątek Gabe'a. Między Pętlą a Bestią jest jeszcze jedna część, czyli Zabawy z bronią, której nie czytałam. Czy źle? Muszę przyznać, że trochę rzeczy mi umknęło. Coś się wydarzyło, przez co Gabe musiał zeznawać w sądzie, do tego dochodzi problem z Yasmine i jej matką. Naprawdę się cieszę, że autorka postanowiła zniwelować wątek obyczajowy, ale ciągle moim zdaniem był zbędny. Nie bardzo obchodziły mnie perypetie Gabe'a i jego dziewczyny, które i tak uważam, że były nieco wyolbrzymione i robiły jako zapychacz.


Podobała mi się zagadka, nawet nieco bardziej od tej w Pętli, przez co Bestię przeczytałam w dwa dni. Niecodziennie mamy do czynienia ze bogatym staruszkiem, który trzyma w swoim mieszkaniu tygrysa oraz hoduje różne inne niebezpieczne zwierzęta. Czy zakończenie mnie jakoś zaskoczyło? Nie było żadnego elementu łał. Od początku śledzimy postępowanie śledztwa, Kellerman niczego przed nami nie zataja, więc wiemy tyle co Decker, przez co łatwo jest wpaść na trop sprawcy. Czy uważam to za wadę? Nie, muszę przyznać, że rozwiązanie od początku do końca było satysfakcjonujące. choć może nie zaszkodziłoby, gdyby autorka rzuciła na czytelnika większą bombę.

To nad czym najbardziej ubolewam to to, że prawdopodobnie nigdy nie przeczytam pierwszych tomów serii. Czytałam wiele opinii na Goodreads, z których większość jednogłośnie stwierdza, że Bestia jest jednym z gorszych tomów. Decker i Rina podobno bardzo się zmienili w porównaniu z poprzednimi częściami, a ja niestety nie mam porównania. Skoro ta książka tak bardzo mi się podobała, to już sobie mogę tylko wyobrazić, jak świetny musi być początek.

Podsumowując, nie mam pojęcia, czy Bestia zadowoli wymagających czytelników, ale ja na pewno jestem zadowolona, że po nią sięgnęłam.

★★★★★★★★☆☆

Wyzwania: ABC Czytania

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

23 lutego 2017

„Prawo Mojżesza” Amy Harmon


Mojżesz to dziecko cracku. Znaleziono go, zaledwie kilkugodzinne dziecko, umierającego w koszu na pranie w pralni QuickWash. Matka, która go porzuciła, była narkomanką i zmarła kilka dni później. Chłopak nie miał łatwego życia - dorastał, podróżując między jednymi krewnymi a drugimi. Nikt nie chciał zajmować się trudnym nastolatkiem z problemami. W końcu tuż przed swoimi osiemnastymi urodzinami Mojżesz trafia do swojej babci i zaczyna pomagać na farmie rodziców siedemnastoletniej Georgii, która wbrew rozsądkowi zaczyna się do niego zbliżać.

Pierwsza część książki jest bardzo średnia i gdy czytam, że niektórzy porzucili ją na początku, to w ogóle nie dziwię się tym osobom. Mamy tutaj bowiem typowy młodzieżowy romans, który leci schematami. On jest tajemniczy i groźny, za to ona to ta dobra dziewczyna, która ciągle za nim lata i próbuje go naprawić. Nic odkrywczego, prawda? Też tak myślałam. Choć czytało mi się to całkiem szybko, to i tak akcja była nudna, nic ciekawego się nie działo, aż w końcu nastąpiła druga część. Kiedyś w jednej recenzji przeczytałam, że te części to jakby dwie zupełnie odmienne książki i chyba nie mogłabym się z tym stwierdzeniem bardziej zgodzić. Amy Harmon nagle zaczęła prezentować zupełnie inny poziom, a Prawo Mojżesza stało się dojrzalszą powieścią.

Polubiłam Georgię. Co prawda wobec Mojżesza zachowywała się czasami irracjonalnie i nie podobało mi się kilka momentów, to w gruncie rzeczy nie jest to zła bohaterka. Wspomniałam, że ciągle latała za chłopakiem i próbowała go naprawić, ale wiecie co? Podobała mi się jej walka o niego, nawet gdy on ją odrzucał. Nie chodziło tu o głupi młodzieńczy romans, ale o faktyczną pomoc. Za to Georgia po przeskoku czasowym to zupełnie inna osoba. Amy Harmon fantastycznie pokazała na jej przykładzie stratę bliskiej osoby i nie mam tu na myśli straty ukochanego. Mojżesz to moim skromnym zdaniem jedna z lepiej skonstruowanych postaci męskich. Autorka naprawdę dobrze ukazała jego psychikę i przez co przechodził.

Cała druga część jest bardzo bolesna i wykracza poza ramy zwykłego romansu. Właściwie to nawet nie wiem, co tu napisać, by niczego ważnego wam nie zdradzić. Podobało mi się też to, że w tej książce nie ma rozbudowanych scen miłosnych, co ostatnio nie jest często spotykane. To taki powiew świeżości.

Mojżesz lubi malować i to bardzo. Dosyć często swoimi rysunkami ozdabia ściany pokoju czy budynków zupełnie innych osób i często są to obrazy, których w ogóle nie powinien mieć w głowie. Wiecie, ja lubię wątki paranormalne, ale gdy jestem przygotowana na ich pojawienie. Jak przygotuję się na romans, to chcę mieć tylko romans, bez żadnego mieszania gatunków, bo to zazwyczaj w tym wypadku do siebie nie pasuje. Tutaj też było trochę to dziwnie przedstawione i na początku w ogóle mi się nie podobało, nic się też nie trzymało kupy. Dopiero później ten wątek jakby ewoluował i miał ręce i nogi. Nadał on lekko nostalgiczny klimat Prawu Mojżesza.

Bardzo wkurzyło mnie zakończenie. Na okładce wydawnictwo zapewnia nas, że ta historia nie kończy się happy endem, prolog to podtrzymuje i pluję sobie w brodę, że dałam się na to nabrać. Ja wręcz nienawidzę takich zagrań, uwierzcie mi, i szybko wietrzę podstęp, ale tym razem po prostu zaufałam autorce. Gdy doszło do pewnego wydarzenia, pomyślałam wow, jednak nikt mnie nie okłamał jednocześnie z NIE, Amy Harmon, nie możesz tego zrobić, nie możesz mnie tak zranić. Już szykowałam sobie chusteczki, ale okazało się, że są niepotrzebne, bo ktoś tu postanowił wprowadzić czytelnika w błąd. Nawet przeczytałam kilka razy prolog, aby zastanowić się nad tym, do której postaci się tak naprawdę odnosił, ale tak czy siak nie wybaczę wydawnictwu tego tekstu na okładce.

Jak już tak narzekam, to muszę napisać, że jest okropna. Gdy oglądałam ją na zdjęciach, zawsze widziałam ją niebiesko-białą, przy czym ten biały czasami miał różowe zabarwienie. Myślałam sobie, że ślicznie to wygląda, dopóki książka nie wpadła w moje ręce. Ten róż to nie róż, tylko żółty, który nie powiem, z czym mi się kojarzy, bo nie wypada. Zastanawiam się, jaki genialny grafik postanowił połączyć razem te dwa kolory. Przecież to wygląda okropnie.

Trochę wzbraniałam się przed przeczytaniem Prawa Mojżesza. Mówiłam sobie, że chcę to przeczytać, ale za każdym razem, gdy brałam tę książkę do ręki, odkładałam ją na półkę. Trochę się jej bałam i byłam pewna, że skoro wszyscy się nią tak zachwycają, to mi na pewno się ona nie spodoba i w ogóle będzie przereklamowana. Gdy w końcu po nią sięgnęłam, okazała się strzałem w dziesiątkę. To naprawdę dobra powieść, choć nie bez wad.

★★★★★★★★☆☆

Wyzwania: ABC Czytania

19 lutego 2017

Co ostatnio przeczytałam? #2


Chyba w końcu powinnam się zdecydować, czy dodaję MiniRecenzje czy to, albo wybrać jedną nazwą, bo te serię w ogóle niczym się nie różnią XD Dobra, muszę skończyć w końcu z marudzeniem. Ostatnio nie mam ochoty na pisanie pełnych recenzji, a właściwie to czytam takie książki, o których nie mam za wiele do powiedzenia, a piszę o nich głównie z myślą o wyzwaniach, które zmuszają mnie do podzielenia się opinią ;).

Artur Górski, Pięść Dawida. Tajne służby Izraela, 304, Znak, 2015


Izrael to państwo-twierdza. Nie ma takiego drugiego na świecie, w którym aparat służb specjalnych byłby aż tak rozbudowany i tak wszechwładny. To państwo w państwie, tajne i doskonale zorganizowane. To właśnie jego funkcjonariusze - agenci działający „pod przykryciem”, członkowie ekip likwidacyjnych, komandosi, odbijający samoloty z rąk porywaczy - są bohaterami tej książki.

Jestem pewna, że ta pozycja nie zainteresuje wiele osób. Sama też pewnie olałabym ją, gdybym zobaczyła recenzję. Dlaczego więc sięgnęłam po nią? Otóż stwierdziłam, że muszę w końcu zacząć poszerzać horyzonty i sięgać po książki, które normalnie bym ominęła, a gdy zobaczyłam Pięść Dawida w bibliotece stwierdziłam, że idealnie się do tego nadaje, Przed lekturą o Izraelu wiedziałam jedynie, że jest w ciągłej walce z krajami arabskimi, nic więcej. Górski w przystępny sposób przedstawił funkcjonowanie tajnych służb tego państwa i ich działalność. Teraz mam na to zupełnie inne spojrzenie, Wcześniej Izrael jawił mi się jako ofiara, którą do końca nie jest. Żydzi co prawda nie wysadzają się jak Muzułmanie, ale tacy niewinni nie są. Z tej książek wyniosłam też kilka ciekawych informacji, m.in. dowiedziałam się, co było pretekstem do założenia GROMu oraz jak powstawała krav maga. Oceniam tę książkę na plus i jeśli macie na nią ochotę, czytajcie!

★★★★★★★☆☆☆

Jostein Gaarder, Dziewczyna z pomarańczami, 144, Czarna owca, 2015
Dziewczyna z pomarańczami to tak jakby książka w książce, super, co nie? Główny bohater, piętnastoletni Georg, jedenaście lat po śmierci ojca dostaje od niego list, które przez te wszystkie lata przeleżał niezauważony w wózku dziecięcym. Chłopiec postanawia napisać książkę, odwołując się do tego listu i na bieżąco wprowadzając do niego komentarze.

Przed sięgnięciem po tę książkę niewiele o niej wiedziałam. Prawdę mówiąc, moją uwagę przyciągnęła dziewczyna w tytule (bo książkowe wyzwanie) i to, że jest taka krótka (zaledwie 142 strony). Nawet nie poświęciłam większej uwagi na opis, przeleciałam go szybko wzrokiem i od razu zaczęłam czytać. Ojciec Georga opowiada w liście o swojej miłości do tajemniczej Dziewczyny z Pomarańczami oraz zadaje wiele trudnych pytań na temat sensu życia oraz śmierci. Muszę przyznać, że wydał mi się on dosyć dziwną postacią. Pierwsza połowa listu była nieco dziwna (kto do obcej dziewczyny mówi Jesteś wiewiórką?) oraz odrealniona, chociaż nie przeczę, że być może taki właśnie był zamiar autora. Mimo wszystko początek był ciężki. Druga połowa bardziej do mnie trafiła, ale i tak szału nie było. Uważam, że ta książka jest idealna na jedno popołudnie i nic więcej.

★★★★★★☆☆☆☆

Wyzwania: Zmierz się z tytułami, WyPożyczone, ABC Czytania

Madeline Sheehan, Niepokorna, Czwarta strona, 2016
Eva Fox jest córką prezesa Klubu Motocyklowego Srebrzyste Demony. Wychowywana przez harleyowców, nie zna innego świata niż ten. Jej życie jest twarde jak źle wyprawiona skóra, surowe jak krajobraz pustyni i odurzające niczym zapach wiatru we włosach. Deuce West to twardziel, emanujący testosteronem przywódca klubu Jeźdźców z Piekła Rodem. Podobnie jak Eva urodził się i dorastał wśród motocyklistów – ale na tym podobieństwa się kończą. Los sprawia, że połączy ich miłość pełna pożądania i niepohamowanej namiętności. Gorzka i bolesna. Miłość, która nie zna granic.

Mam problem z tą książką. Nie jest ona zła, ale nie propaguje ona dobrych wartości i przez to nie mogę zaliczyć jej do dobrych, ale zacznijmy od początku. Głównych bohaterów Madeline Sheehan dzieli prawie dwadzieścia lat i ich miłość łatwa nie jest - spotykają się co kilka lat, by później zapomnieć o sobie i ten czas spędzić w ramionach innych kochanków. Nie podobało mi się to, że ich relacja została sprowadzona głównie do seksu. Deuce, całujący się z szesnastolatką, którą poznał jako pięciolatkę, za wiele w ogóle nie myśli. Wiem, że jest to literatura erotyczna, ale to nie znaczy, że nie mogę od niej oczekiwać czegoś więcej, prawda? Nie podobał mi się sposób traktowania kobiet. Rozumiem - gangi, tam faceci nie cytują Szekspira, ale ciągle to było niesmaczne i ja na przykład widzę, że nie jest to postawa godna naśladowania, ale gdy czytałam inne opinie wychwalające Deuce'a trochę się załamałam. Wątek Evy i tego jej niby przyrodniego brata-psychopaty (jak on miał na imię? Wyleciało mi to z głowy) był chyba najgorszym wątkiem i tak bardzo chorym, że nie mam pojęcia, jak to opisać. Co mi się w takim razie podobało? Paradoksalnie polubiłam Evę. Często zachowywała się jak wariatka i idiotka, ale jakoś zapałałam do niej sympatią. Niepokorną bardzo szybko się czyta i naprawdę dużo się w tej książce dzieje. Skończenie jej nie było w ogóle żadną męką, tak jak na początku to zakładałam. Gdyby nie wady, które wymieniłam, na pewno postawiłabym jej dużo wyższą ocenę.

★★★★☆☆☆☆☆☆
Wyzwania: ABC Czytania

15 lutego 2017

Blogowe cele i inne pytania | LBA #6


Już daaaawno na blogu nie było żadnego LBA, więc gdy tylko zobaczyłam nominację od Aoi (bardzo, bardzo dziękuję) postanowiłam ją od razu wykonać. Bez zbędnego przedłużania zapraszam do pytań :D.

1. Czy jakieś książkowe nowości wpadły Ci w oko? Jakie?
Szczerze mówiąc, ostatnio prawie w ogóle nie śledzę tego, co jest właśnie wydawane. O wszystkich nowościach dowiaduje się z blogów i cóż, nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, ale ostatnio szału nie ma. W sumie to chciałabym przeczytać W cieniu prawa Mroza.

2. Co robisz w wolnym czasie, jeśli nie czytasz książek?
Obijam się xd A tak na serio to ostatnio wkręciłam się w rysowanie zentangle. Nie mam żadnych zdolności plastycznych, ale takie rysowanie wzorków i innych bazgrołów jest bardzo odprężające ;).

3. Lubisz oglądać ekranizacje książek? Jaka jest Twoja ulubiona?
Nie lubię oglądać filmów. Gdy robię to w internecie i mam możliwość przewinięcia, to zawsze z tego korzystam, bo potrafię się na tym mega nudzić. Najchętniej to od razu znałabym zakończenie. Z ekranizacjami jest jeszcze gorzej - jeśli są wiernie oddane książce, to w ogóle nie mam ochoty ich oglądać. Moją ulubioną jest Szkoła uczuć, chyba dlatego, że milion razy jest lepsza od pierwowzoru.

4. Wolisz bardziej realne książki czy fantastyczne światy?
Kiedyś nie przepadałam za czytaniem książek typowo obyczajowych, osadzonych w naszej nudnej rzeczywistości, częściej sięgałam po fantastykę. Dalej uwielbiam te fantastyczne światy, ale ostatnio zauważyłam, że częściej decyduje się właśnie na te realne książki.

5. Jakie są Twoje cele, związane z blogiem, na najbliższy czas?
Chcę nie tyle co zmienić tematykę bloga, co zacząć od nowa, z własną domeną i wykupionym hostingiem. Dlaczego? Papierowe strony trochę mnie ograniczają. Nie chcę pisać tylko o książkach, a tak jakby adres sugeruje taki właśnie blog i pewnie wiele osób zaobserwowało go z myślą o tematyce. Nie chcę nagle nikogo oszukiwać i serwować coś innego. Ale te plany i tak są odległe, pewnie zrealizuje je gdzieś po trzecich urodzinach, czyli cały rok przede mną :D. Na najbliższy czas żadnych celów nie mam.

6. Czy jesteś zadowolona ze swojej blogowej pracy?
Ostatnio w końcu zaczęłam! Udało mi się zapanować nad postami i zaplanować je do przodu, co dla mnie jest wielkim wyczynem, naprawdę. Mam nadzieję, że dzięki temu na blogu nie będzie żadnych zastojów, które w ubiegłym roku zdarzały mi się dosyć często. Teraz jestem pełna zapału ;).

7. Jaka pora roku jest, według Ciebie, najlepsza na czytanie?
Biorąc pod uwagę klimat, to jesień i zima. Za oknem jest szaro i zimno - idealna pora na to, by zaszyć się w domu pod ciepłym kocem i wziąć książkę do ręki. Aczkolwiek wtedy niestety przez szkołę nie mam za dużo ochoty ani czasu na czytanie. Lato pod tym względem wygrywa.

8. Co popijasz lub podjadasz w czasie czytania?
W poście o moich czytelniczych nawykach pisałam, że nie jem i nie piję w czasie czytania. Po prostu nie mam dobrej podzielności uwagi do takich rzeczy. A jeśli już sobie coś szykuję, to herbata górą ;D.

9. Z jakiej dotychczasowej recenzji jesteś najbardziej dumna?
Uuu, nie wiem, za trudne pytanie. Jestem bardzo krytyczna i chyba jeszcze z żadnej nie byłam w pełni zadowolona, także raczej nie ma takiej recenzji.

10. Jakiego motywu w książkach najbardziej nie lubisz?
Chyba najbardziej mam dosyć bohaterek cnotek, które nagle stają się seks bombami i wszyscy do nich zarywają. One oczywiście tego nie widzą i uważają się za brzydkie, niechciane, bla bla. No ileż można o tym czytać?

11. Jak dużo czasu w ciągu doby przeznaczasz na czytanie?
Mało. Częściej nie czytam niż czytam. Do książki zasiadam dopiero w czasie weekendu :D.

Zobacz również:

11 lutego 2017

„Historia pszczół” Maja Lunde

514 stron, Wydawnictwo Literackie, 2016
Maja Lunde to norweska pisarka, autorka książek dla dzieci i młodzieży. Historia pszczół odniosła ogromny sukces rynkowy i została uhonorowana Norweską Nagrodą Księgarzy (jej laureatami są m.in. Per Petterson i Lars Saabye Christensen). Prawa do jej publikacji kupili wydawcy z 15 krajów.

Wspólnym elementem dla historii głównych bohaterów żyjących w różnych czasach,Williama, George'a i Tao, są, jak sam tytuł sugeruje, pszczoły. William, pochodzący z XIX wieku, choruje od dawna na melancholię. Nie potrafi podnieść się z łóżka, cały dzień leży i nic nie robi, w czasie gdy jego rodzina coraz bardziej ubożeje. Pewnego dnia za sprawą pewnej książki postanawia zbudować własny ul. Kolejnym bohaterem jest George, który prowadzi rodzinną hodowlę pszczół. Bardzo pragnie, by jego syn przejął po nim biznes, ale Tom chce zostać dziennikarzem. Nagle w Stanach dochodzi do masowego wymierania pszczół, określonego mianem Colony Collapse Disorder. Natomiast Tao przyszło żyć w świecie pozbawionym pszczół. Kobieta od rana do wieczora pracuje nad zapylaniem kwiatów i jedyne czego chce to to, żeby jej syn nie podzielił tego losu. Niespodziewanie Wei-Wen znika.

Jeśli mam być szczera, przed przeczytaniem książki byłam pewna, że cała historia skupiać się będzie głównie wokół pszczół. I tak dalej jest - temat pszczół jest główną osią fabuły, spoiwem - ale to tylko taka otoczka, pod którą znajdziecie wiele wartościowych wątków. Historia pszczół opowiada przede wszystkim o nadziei i pasji, czyli o tym, co nadaje sens życiu. Przyrodnik, nagle wpadający na genialny pomysł i jego córka, jako jedyna wspierająca go w dążeniu do celu, jaki obrał. Wierny tradycji swojej rodziny, hodowca pszczół, który chciałby, żeby syn kontynuował to, co rozpoczęli jego przodkowie. Matka, desperacko szukająca swojego dziecka, ciągle mająca nadzieję, że go odnajdzie.

Gdybym miała wybrać ulubionego bohatera, nie potrafiłabym wybrać. Zazwyczaj gdy czytam książkę, podzieloną na rozdziały z perspektyw różnych postaci, jedne fragmenty lepiej mi się czyta, inne natomiast mi się dłużą. W Historii pszczół coś takiego nie miało miejsca. Wszystkie rozdziały czytałam z takim samym zapałem, każda historia na swój sposób do mnie przemówiła. No dobra, minimalnie bardziej ciekawiły mnie rozdziały z Williamem, a to pewnie dlatego, że ostatnio mam słabość do książek osadzonych w XIX wieku.

Jeśli myślicie, że połowa faktów została tutaj nagięta i stworzona specjalnie na potrzeby powieści, to głęboko się mylicie. Colony Collapse Disorder, o którym jest mowa w książce jest jak najbardziej autentycznym wydarzeniem. Nazwa CCD opisuje zjawisko masowego ginięcia pszczół. Na przełomie 2006 i 2007 roku doszło do przełomu - zniszczenia sięgnęły nieodnotowanych do tej pory rozmiarów. Hodowcy w stanach takich jak Floryda, Georgia, Karolina Północna i Pensylwania zaobserwowali masowe ginięcie pszczół z wyjątkiem królowej i młodych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma jednej szczególnej przyczyny. Pszczoły po prostu znikają, a Maja Lunde, wykorzystując rzeczywistość, poszła o krok dalej i pokazała nam, jak wyglądałby świat bez tych owadów. Wizja, którą wykreowała, jest straszna i ponura, ale najgorsze w tym, że nie jest to nic niemożliwego. Muszę przyznać, że Historia pszczół otwarła mi oczy na wiele spraw. Współczesnym ludziom wydaje się, że są panami świata, obchodzi ich tylko to, co się dzieje tu i teraz. Problem w tym, że za kilkadziesiąt lat ktoś po nas będzie musiał tu żyć i tylko od nas zależy, jaką planetę zastanie.

Zakończenie książki było satysfakcjonujące. Czytałam, że niektórym osobom się nie spodobało, ale mi bardzo przypadło do gustu. Co prawda było trochę przewidywalne, ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie innego. Pod koniec wszystko ładnie się połączyło i zgrało w jedną całość. 

Wydaje mi się, że ta książka nie będzie idealna dla osób lubiących pędzącą akcję i ciągłe zwroty. Maja Lunde pięknie pisze, ale Historii pszczół towarzyszy raczej wolne tempo, bynajmniej mi tego wolno się nie czytało. Wiem jednak, że nie wszystkim taki styl przypadnie do gustu. Co mogę więcej napisać? Historia pszczół to powieść warta waszej uwagi. Przeczytajcie, a nie pożałujecie.

★★★★★★★★★☆

Wyzwania: ABC Czytania

7 lutego 2017

Stosik 1/2017


Tak ustawiłam sobie grafik postów na blogu, że dopiero teraz prezentuję wam stosik grudniowo-styczniowy. To żadna nowość, że mam zaległości. Ja wszędzie mam zaległości, dlatego bez zbędnego przedłużania zapraszam do oglądania zdjęć! Nie mam zdjęcia całego stosika, bo jakoś nie potrafiłam ułożyć tych wszystkich książek :D


Na pierwszy ogień idą książki z biblioteki. Kiedy księżyc jest nisko wypożyczyłam z myślą o mamie, lubi takie powieści, ale sama też ją na pewno przeczytam (edit. już sobie nie przeczytam, bo biblioteka nagle postanowiła wprowadzić kary za przetrzymanie eh). Pięść Dawida to wybór w ciemno. Takim moim małym postanowieniem na nowy rok było sięganie po książki, na które normalnie nie zwróciłabym uwagi. Muszę powiedzieć, że czyta się ją całkiem dobrze i przy okazji można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy. O Ja, diablica już pisałam, więc nie będę się powtarzać ;D.


Te książki dostałam w prezencie. Szczerze mówiąc, nie wiem, czego mam się po nich spodziewać, lubimy czytać za bardzo nie pomaga. Może ktoś z was je czytał? Jedno wiem na pewno - te okładki są okropne, rozważam zawinięcie ich w szary papier, bo nie mogę się na nie patrzeć.


A te książki to prezent od raven. Bardzo chcę je przeczytać, ale to niezłe cegiełki (a przynajmniej Wszystko, co lśni), więc ich lekturę odłożę sobie na czerwiec, kiedy w końcu skończy się cały ten szał z maturami. Właśnie zauważyłam, że wszystko odkładam na po maturach XD.

Czytaliście coś z tego?

3 lutego 2017

„To nie jest opowieść dla młodych ludzi” Anna Janyska

To nie jest opowieść dla młodych ludzi Anna Janyska
336 stron, Muza, 2016


Anna Janyska urodziła się w Warszawie, studiowała na na Wydziale Psychologii i Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Dużą część życia spędziła w Czechach. Pracowała w programie wsparcia dla rodzin z ciężko upośledzonymi dziećmi oraz jako dyrektor zakładu pracy chronionej dla osób z ciężkim upośledzeniem umysłowym. Trzy lata spędziła w Paryżu jako żona czeskiego dyplomaty.

To opowieść dla tych, którzy codziennie wrzucają do pustego grobu garść ziemi, by nie zapomnieć, że wszystko się kończy.

Bruno od urodzenia różnił się od innych dzieci. Jego matka, chcąc by jego dziwactwo nie wyszło na jaw, zamknęła go w domu, izolując od innych rówieśników. Bruno poznawał świat jedynie przez okno w pokoju i to dzięki niemu zauważył Pinę, a Pina zauważyła jego. Dwójka tak samo samotnych dzieci, których jedynym pragnieniem było przetrwanie, została sobie przeznaczona. Tylko czy poznanie przez okno będzie wystarczające? Czy uda im się przetrwać najtrudniejsze chwile?

Historia miłości Piny i Brunona nie jest jedyną opowieścią w tej książce. Druga opowiada o matce, która traci pamięć, i jej córce, pragnącej zachować i utrwalić wszystkie możliwe wspomnienia. Druga historia dotyka również temat śmierci - tej, która przyszła i tej, która dopiero przyjdzie. 

Sięgając po tę książkę miałam świadomość, że nie będzie to łatwa lektura, ale czy jakakolwiek książka o śmierci i przemijaniu może być łatwa? To nie jest opowieść dla młodych ludzi wydaje mi się bardzo smutną i melancholijną powieścią, której, uwierzcie mi, nie da się przeczytać na jeden raz. To książka, którą czyta się fragmentami i w każdym nowym fragmencie odnajduje się coś wartościowego, godnego zapamiętania i zastanowienia się. 

Zazwyczaj mam problem, jak oddać w recenzji emocje towarzyszące mi przy czytaniu książki - i tym razem nie jest inaczej. Wywarła ona na mnie duże wrażenie i skłoniła do wielu refleksji na temat całego naszego istnienia. Intryguje mnie tytuł, bo czy aby na pewno nie jest to opowieść dla młodych ludzi? Moim zdaniem każdy znajdzie w tej powieści jakąś cząstkę siebie. Nie cierpię takiego generalizowania i mam nadzieję, że autorka wybierając ten tytuł, nie brała go dosłownie.

To teraz pytanie, skąd właściwie te siedem gwiazdek a nie dziesięć? Istotnie jest to piękna opowieść, wywołała ona u mnie pewną nostalgię, ale coś nie do końca zaskoczyło. Dużym problemem była konstrukcja książki. Fragmenty z Piną i Brunonem przeplatają się z tymi pełnymi refleksji fragmentami dziennika, prowadzonego przez córkę, która zmaga się z Alzheimerem matki. Ta druga historia była ułożona chronologicznie, pierwsza - nie. Być może autorką dziennika była Pina, ale czy aby na pewno? Wiele jest niejasności w tej książce i skakania między wątkami, a ja nigdy chyba się nie przekonam do takiego zabiegu. Po prostu nie lubię i już.

Ciekawym zagadnieniem jest wada anatomiczna Brunona. Od samego początku na jej temat niewiele wiemy. Co może być tak strasznego, że matka skazuje syna na domowe więzienie i każe nosić mu koszulę, by zakryć tę wadę? Pod sam koniec dostajemy ledwie sugestię, co to może być. Parę nazwisk realnych osób z takim samym schorzeniem. Szczerze mówiąc, byłam w szoku, gdy sobie wyguglałam te osoby. 

Premiera To nie jest opowieść dla młodych ludzi w blogosferze książkowej przeszła bez echa. Jest to bardzo niesprawiedliwe, bo ta książka zasługuje na przeczytanie. Absolutnie polecam!

★★★★★★★☆☆☆

Wyzwania: ABC Czytania

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Muza.