27 grudnia 2016

Co dało mi blogowanie? | Dwa lata Papierowych stron


Dokładnie dwa lata temu założyłam bloga i tak samo jak rok temu, gdy pisałam pierwszy post urodzinowy, nie mogę uwierzyć, że udało mi się tyle wytrwać. Przez ostatni rok miałam mnóstwo gorszych chwil, prowadzenie Papierowych stron w pewnym momencie stało się dla mnie przykrym obowiązkiem a nie przyjemnością tak, jak było to kiedyś, ale udało mi się to jakoś przetrwać. Cieszę się, że ciągle są jakieś osoby, którym chce się wejść i skomentować moje recenzje, naprawdę wam dziękuję!

A co dały mi te dwa lata blogowania?

Krytyczne podejście do książek
Zauważyłam, że od kiedy na poważnie zaczęłam podchodzić do tego całego pisania recenzji, zwracam większą uwagę na całokształt czytanej przeze mnie powieści. Szczerze mówiąc, wcześniej podobała mi się większość książek, nie byłam bardzo wybredna, a jak już coś mi nie grało, to nie potrafiłam dokładnie wskazać, co to było. Dziwne, prawda? Teraz patrzę się na to zupełnie inaczej. Dokładnie analizuję każde elementy książki i jestem też o wiele bardziej wymagająca.

Książki wybieram rozważnie
W końcu nauczyłam się, że nie warto czytać wszystkiego, jak leci. Muszę przyznać, że na początku stawiałam bardziej na ilość niż jakość i przeszłam małe załamanie, gdy z dziesięciu książek miesięcznie zeszłam do dwóch - trzech. Czułam się okropnie, widząc, że inni czytają więcej, chciałam być taka jak oni. Jakiś czas temu przeszłam nad tym do porządku dziennego i zmieniłam swoje myślenie - jakość nad ilością. Czytam głównie te książki, których absolutnie jestem pewna, wiem, że trafią w mój gust. Oczywiście, że czasami trafi się jakiś gniot - od czasu do czasu też trzeba przeczytać coś niewymagającego.

Wiem, kim chcę być
To dla mnie chyba najważniejszy punkt. Gdy zakładałam bloga, byłam w pierwszej klasie liceum i w ogóle nie miałam pomysłu na swoją przyszłość. Miałam wrażenie, że wszyscy mają plany, wiedzą, co dokładnie chcą studiować, i tylko ja przyszłam do tej szkoły bez żadnych celów. Czułam się jak we mgle. Teraz już kończę liceum i chyba nie mogłabym być bardziej zdecydowana. Pisząc przez te dwa lata o książkach, wiem, że to z nimi chcę wiązać swoją przyszłość. Nie jako pisarka oczywiście, ale gdyby udało mi się dostać do branży wydawniczej byłoby to spełnieniem moich marzeń. Mam nadzieję, że w większym lub mniejszym stopniu mój przyszły kierunek studiów mi w tym jakoś pomoże ;).


Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję każdemu, kto wchodzi na bloga i zostawia po sobie jakiś ślad. Bardzo wiele to dla mnie znaczy, bo bez tego mój zapał byłby na pewno znacznie mniejszy. Mam nadzieję, że za rok też będziecie ze mną :D.

25 grudnia 2016

MiniRecenzje #3 - „Szóstka wron”, „Elantris”

Obie książki, które dzisiaj przedstawię, miały być zrecenzowane już dawno temu i miały to być normalne recenzje, a nie te mini. Jednak zabranie się za recenzję odkładałam już tak długo, że tylko na tyle mnie stać. Wybaczcie.

Leigh Bardugo // Szóstka wron
★★★★★★★★★☆
Kaz Brekker to nastoletni przestępczy geniusz, który w zamian za cenę, o której mógłby tylko pomarzyć, musi wykonać pewne niewykonalne zadanie. Kaz potrzebuje jedynie kilku zdesperowanych ludzi, gotowych podjęcia się tej niebezpiecznej misji. 

Dzięki tej książce w końcu wróciłam do fantastyki. Przez jakiś miałam dziwny wstręt do tego gatunku, ale po spontanicznym sięgnięciu po Szóstkę wron w końcu wróciła mi ochota na czytanie fantasy. Głównymi bohaterowie są nastolatkowie, chociaż daleko im do typowej młodzieży. Cała szóstka wiele przeszła i szybko musiała dorosnąć, by móc poradzić sobie bez opieki rodziców. Przyszło im dorastać w naprawdę trudnych warunkach. Najbardziej polubiłam chyba Kaza - bezlitosnego chłopaka, który zdobył niemałą sławę w przestępczym półświatku. Najważniejsze jest to, że chociaż wydarzenia rozgrywają się w świecie znanym z wcześniejszej trylogii tej autorki, Trylogii Grisza, ja nie czułam, żeby coś mi umykało, wszystko było dokładnie wyjaśnione. Być może zostały zawarte w niej jakieś niuanse dla starszych fanów, ale ich nieznajomość nie jest potrzebna przy odbiorze książki. A akcja? Nie było momentu, żeby pędziła za wolno, ciągle się coś działo, nie potrafiłam odłożyć książki na bok. Zakończenie za to wbiło mnie w fotel i nie mogę się już doczekać drugiego tomu.

Autor: Leigh Bardugo // Tytuł oryginału: Six of Crows // Tytuł tłumaczenia: Szóstka wron // Wydawnictwo: Mag // Liczba stron: 496

Szóstka Wron | Crooked Kingdom | ?

Brandon Sanderson // Elantris
★★★★★★★★★★
Elantris było kiedyś pięknym, majestatycznym miastem, stolicą Arelonu. Jego mieszkańcy, Elantryjczycy, byli obdarzeni nadnaturalnymi umiejętnościami, a wykorzystywali je by pomagać innym. Jednak gdy nastąpił Shaod, stali się oni brzydkimi, zniszczonymi istotami, a potęga Elantris upadła. Do Kae, nowej stolicy Arelony, przybywa księżniczka Serene, która ma zawrzeć polityczne małżeństwo z księciem Raodenem. Okazuje się jednak, że jej niedoszły małżonek nie żyje...

Szczerze mówiąc, chyba jeszcze nigdy nie czytałam takiej książki fantasy. Jej przesłanie, to. co w sobie zawiera cała historia, chyba wychodzi poza zwyczajowe ramy tego gatunku. Elantris to chyba jedna z lepszych książek tego gatunku, jakie do tej pory udało mi się przeczytać.  Sam Brandon Sanderson napisał, że jest to opowieść o mężczyźnie, który próbuje odbudować społeczeństwo wśród biedaków, kobiecie, która nie chce dać się zdefiniować przez role, jakie narzuca jej społeczeństwo, i kapłanie przeżywającym kryzys wiary. Szczególnie podobała mi się część książki poświęcona Raodenowi - czasami można wyjść z największego bagna, wystarczy mieć tylko cel i się go trzymać. Kupiło mnie to w stu procentach. Nie do końca polubiłam Serene - to taki typ bohaterki, który nie do końca rozumiem. Księżniczka od pierwszego dnia wietrzyła wszędzie różne intrygi i wdawała się w spiski. Próbuję zrozumieć jej zachowanie, ale przychodzi mi to z wielkim trudem. Hrathen to postać, którą lubi i nie lubi się jednocześnie, ale to chyba najlepszy portret, jaki Sanderson wykreował w tej książce. Ten bohater bardzo wielowymiarowy i niejednoznaczny. Mam jednie małe ale i dotyczy ono okładki, wydanej przez wydawnictwo Mag. Wszyscy się nim zachwycają, a ja uważam, że jest okropne. W ogóle nie oddaje klimatu książki - zdecydowanie bardziej wolę to pierwsze. 

Autor: Brandon Sanderson // Tytuł oryginału: Elantris // Tytuł tłumaczenia: Elantris // Wydawnictwo: Mag // Liczba stron: 660

Elantris | Dusza cesarza (1.5)

21 grudnia 2016

Co czytać zimą?


Wiecie, jaki mamy dzisiaj dzień? Dwudziesty pierwszy grudnia, a to oznacza, że dzisiaj jest najkrótszy dzień roku oraz zaczyna się astronomiczna zima. Pomyślałam, że fajnie byłoby znowu zrobić post z książkami według mnie pasującymi do danej pory roku. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do czytania mojego zestawienia :D.

Gra o tron George R.R. Martin - gdy pomyślałam o książkach idealnych na zimę, ta jako pierwsza pojawiła się w mojej głowie. Dlaczego? Pierwszy tom Pieśni Lodu i Ognia to naprawdę mocny początek serii. Mamy tu mnóstwo intryg, pojedynków i morderstw. To jest taki trochę kryminał na dworskim dworze w świecie fantasy, a gdy akcja przenosi się na Mur, bywa naprawdę mroźno. Jest to też niezła cegiełka, a kiedy indziej niż w zimie mamy mnóstwo czasu na czytanie takich książek?











Dopóki nie zgasną gwiazdy Piotr Patykiewicz - szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tego postu bez tej pozycji. Widzicie tę okładkę? Już przez samo patrzenie się na nią robi się zimno, a gdy zagłębicie się w treść, uwierzcie mi, to was zamrozi do szpiku kości. Dopóki nie zgasną gwiazdy to też niesamowicie dobra postapokalipsa z nietuzinkową fabułą, osadzoną w naszych rejonach.












Opowieść wigilijna Karol Dickens - jest to właściwie jedyna książka z motywem świątecznym, którą przeczytałam i mogę polecić. Myślę, że jest to bardzo mądra opowieść i co jakiś czas warto ją przeczytać w ten świąteczny czas.















Tego lata stałam się piękna Jenny Han - zaskoczeni, prawda? Uważam, że cała trylogia Lato będzie idealną lekturą dla tych, którzy nie przepadają za zimą ;P. Sama ją wtedy czytałam i uważam, że jest miłą i lekką odskocznią od mroźnych temperatur panujących za oknem.














Tradycyjnie - podzielcie się swoimi typami! Z chęcią poczytam o tym, na jakie książki stawiacie zimą a na jakie wręcz przeciwnie :D.

18 grudnia 2016

TOP 5: ulubione historie miłosne


Dawno nie było żadnej topki na blogu - pora to zmienić!

1. Gwiazd naszych wina John Green

Zauważyłam, że ostatnio minął ten cały szał na Johna Greena (pewnie będziemy musieli na to poczekać do kolejnej ekranizacji) i że nagle czytanie go stało się ble (ciekawe określenie, prawda?), ale to w sumie tylko moje spostrzeżenia. Ja i tak ciągle go lubię i cenię za książki, jakie napisał. GNW to książka idealnie słodko-gorzka, a historia Hazel i Augustusa wzbudza wiele skrajnych emocji. Podczas czytania ciągle śmiałam się i płakałam, a ostatnia strona po prostu mnie zniszczyła. Myślę, że zawsze będę miała do tej książki wielki sentyment.

2. Maybe Someday Colleen Hoover

Oto moje drugie spotkanie z twórczością tej autorki, ale chciałabym, żeby było pierwszym. Po Maybe Someday sięgałam bez żadnych oczekiwań, z góry zakładając, że i tak pewnie mi się nie spodoba. Pomyliłam się. Za to otrzymałam książkę bardzo prawdziwą, pełną głębokich i szczerych uczuć, które potrafią zranić. Nigdy nie pomyślałabym, że to napiszę, ale występujący w niej trójkąt miłosny jest jednym z lepiej stworzonych trójkątów ever. Ta druga nie jest wredną dziewczyną, która nie zasługuje na akurat tego chłopaka. Nie, ona jest właśnie miłą osóbką, której nie sposób polubić i dlatego konkurencja z główną bohaterką byłaby po prostu nie fair. Colleen Hoover po prostu stworzyła arcydzieło, a ja mogłabym pisać o tym godzinami. Zarówno Maybe Someday jak i Ugly Love wystawiłam dziesiątkę (a przynajmniej tak mi się wydaje), jednak postanowiłam umieścić w tym zestawieniu tylko jedną książkę tej autorki, więc jeśli już muszę wybierać, tę pierwszą lubię bardziej.

3. Ostatnia piosenka Nicholas Sparks

Gdy sięgałam po tę książkę, spodziewałam się, że będzie okropna, no bo przecież w ekranizacji grała Miley Cyrus. Całkiem niespodziewanie Ostatnia piosenka zawładnęła moim sercem. Jak zwykle w wykonaniu Sparksa romans nie jest tylko zwykłym romansem. Oczywiście jest cudowna opowieść o pierwszej miłości, ale autor porusza tu także temat miłości rodzicielskiej, Cała książka jest ciepła, wzruszająca i przecudowna. 

4. Love, Rosie Cecelia Ahern

Nie wyobrażam sobie tego zestawienia bez Love, Rosie. To niezwykła książka zapisana w niezwykłej formie, bo całą historię poznajemy dzięki listom, wiadomościom, zaproszeniom czy pocztówkom. Urzekła mnie historia Rosie i Alexa - dwójki przyjaciół, zakochanych w sobie praktycznie od zawsze, którym los zawsze płatał jakieś figle i przeszkadzał w zejściu. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami i razem z nimi bardzo przeżywałam wszystkie wydarzenia.

5. Jeden dzień David Nicholls

Przed przeczytaniem tej książki byłam pewna, że fabuła książki będzie polegać na tym, że bohaterowie książki będą spotykać co rok w wybranym dniu. Otóż nie, po prostu wydarzenia z ich życia zostały przedstawione z perspektywy jednego dnia. Właściwie to nie wiem, skąd mi się wzięło to pierwsze. Mniejsza z tym :D. Jeden dzień nieco przypomina Love, Rosie - dwójka przyjaciół (tak jakby), która ciągle nie potrafi się dotrzeć. Jednak tak jak książki Ahern jest nieco cukierkowa i słodka, tak wydaje mi się, że dzieło Nichollsa jest bardziej prawdziwe, momentami bohaterowie naprawdę nie mają łatwo, spotykają się z brutalną rzeczywistością. Przez drugą część byłam autentycznie smutna i przygnębiona tym, co się z nimi działo. Myślę, że Jeden dzień to owszem dosyć znana książka, jednak ostatnio zapomniana i niedoceniona. To też mnie zasmuca,

A jakie historie miłosne są waszymi ulubionymi?

10 grudnia 2016

„Siedem minut po północy” Patrick Ness


 Chciałabym mieć sto kolejnych lat (...). Sto lat, które mogłabym ci podarować.

Siobhan Dowd, autorka czterech świetnych książek dla młodzieży przedwcześnie zmarła na raka w wieku 47 lat. Siedem minut po północy miało być jej piątą książką, jednak nie zdążyła jej napisać. Z prośbą o dokończenie tej historii i przeniesienie jej na papier zwrócono się do Patricka Nessa, który stwierdził, że chciałby napisać książkę, którą polubiłaby sama Siobhan,

Siedem minut po północy Conor budzi się z koszmaru, tego koszmaru, i odkrywa, że za oknem jego pokoju stoi potwór. Trzynastoletni chłopak nie boi się go jednak - to tylko stary cis, rosnący na środku cmentarza. Mimo to stwór ten nie zamierza zostawić Conora w spokoju. W końcu został przez niego wezwany.

Główny bohater, Conor, nie ma łatwego życia, Gdy był mały, jego rodzice rozwiedli się, a ojciec wyjechał do Stanów, gdzie założył sobie nową rodzinę. Natomiast kilka lat później jego matka zachorowała na raka. Conor nie dopuszcza do swojej świadomości informacji, że mama może tego nie przeżyć, uparcie wierząc w każdy nowy etap leczenia. Oprócz tego musi zmagać się z babcią, której nie lubi, oraz kolegami ze szkoły, dla których jest niewidzialny. Jedynie koszmar, nawiedzający go co jakiś czas, ukazuje prawdziwe pragnienia Conora.

Czemu niewidzialny człowiek stał się bardziej samotny przez to, że go zauważono?

Czytając recenzje tej książki, wiedziałam czego mniej więcej mogę się po niej spodziewać, ale nie spodziewałam się, że wywrze ona na mnie tak wielkie wrażenie. To przejmująca historia chłopca, który nie dość, że musi zmagać się z chorobą swojej matki, to jeszcze wstydzi się swoich uczuć i nieustannie obwinia się o nie.

Patrick Ness zafundował mi emocjonalny rollercoaster, po którym długo nie mogłam się pozbierać. Wiecie, ta książka jest co prawda prosta, chociaż, czytając ją, miałam wrażenie, że nigdy wcześniej nie czytałam tak bogatej i pełnej książki. Ma ona niewiele ponad dwieście stron i choć wydaje się to mało, to autor chyba nie mógłby bardziej tego wykorzystać. Ciężko jest pisać o śmierci, stracie bliskiej osoby, a jeszcze ciężej jest pisać o tym z perspektywy chłopca i zrobić to dobrze, a Nessowi właśnie się to udało.
Nie piszesz swojego życia słowami, lecz działaniami. Nie jest ważne, co myślisz. Liczy się tylko to, co robisz.

Oprawa graficzna zasługuje na osobny akapit. Siedem minut po północy jest naprawdę solidnie wydane. Podoba mi się wyeksponowanie tytułu, który jest wytłoczony i połyskuje pod światłem. Coś, do czego ciężko było mi się przyzwyczaić na początku, to nieco inny format książki i grube, śliskie strony, ale ostatecznie nie mam do tego żadnych zarzutów. Największe wrażenie oczywiście zrobiły na mnie ilustracje, autorstwa Jima Kaya. Są mroczne, klimatyczne i znajdują na prawie wszystkich stronach. W końcu miałam wrażenie, że obrazki nie są suchym dodatkiem, pojawiającym się co ileś stron, ale integralną częścią, biorącą udział w tworzeniu całej historii.


Zdaję sobie sprawę, że ta recenzja jest być może nieco chaotyczna i niezrozumiała, ale właściwie to nie wiem, jak pisać o tej książce. Jest to po prostu niesamowita, poruszająca powieść, pełna metafor i mądrych sentencji, które na długo zapadły mi w pamięć. Na pewno jeszcze nieraz do niej wrócę.

Moja ocena:
★★★★★★★★★★

Autor: Patrick Ness na podstawie pomysłu Siobhan Dowd
Tytuł oryginału:  A Monster Calls
Tytuł tłumaczenia: Siedem minut po północy
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Liczba stron: 216

Przypominam o książkowej wymiance. Więcej informacji - tutaj.

7 grudnia 2016

Co ostatnio przeczytałam?

Hej :D.
Z ostatnich trzech miesięcy zebrałam cztery książki, o których chciałabym coś powiedzieć, a nie potrafię napisać o nich dłuższej recenzji. Dlatego dzisiaj opowiem wam coś o nich w nieco krótszej formie. Zapraszam!

Oscar Wilde // Portret Doriana Graya
★★★★★★★★★☆
Portret Doriana Graya był pierwszą książką, jaką przeczytałam we wrześniu. Zabrałam się za nią już w lipcu, ale lato nie było na to najlepszą porą. Tytułowy Dorian to chłopak o cudnej urodzie, którą wszyscy podziwiają i komplementują. Pewnego dnia zaprzyjaźniony malarz, zachwycony jego wyglądem, postanawia go namalować. Gdy Dorian ogląda portret, dochodzi do wniosku, że za kilka lat zestarzeje się i nie będzie już taki piękny. Życzy sobie, by zawsze wyglądać tak młodo jak na tym obrazie.

Absolutnie świetna książka, świetny klasyk, który, wydaje mi się, każdy powinien znać. Niesamowicie ponadczasowa powieść, dogłębnie opisująca przemianę bohatera, który z niewinnej i naiwnej osoby staje się pełną zepsucia postacią. Porusza ona naprawdę dużo, dużo spraw, których odzwierciedlenie znajdziemy w naszym współczesnym świecie. Ponadto Portret Doriana Graya to jeden z tych klasyków, który czytając w ogóle nie sprawia wrażenia, jakby został napisany ponad sto lat temu. Ja czytałam wydanie w pierwszym polskim przekładzie i uwierzcie mi, to nie było żadną męką. Gorąco polecam!

Andy Weir // Marsjanin
★★★★★★★★☆☆
Z powodu burzy piaskowej marsjańska ekspedycja musi uciekać z Czerwonej Planety. Niestety ranny zostaje Mark Watney, którego reszta załogi uznała za martwego i nie mając innego wyjścia, zostawiła na Marsie. Gdy mężczyzna odzyskuje przytomność, stwierdza, że został sam, a jego szanse na przeżycie są praktycznie zerowe. W końcu wszyscy na Ziemi myślą, że nie żyje. 

Nie wiem, dlaczego w ogóle ta książka trafiła w moje ręce. W końcu science fiction to zupełnie nie moja bajka, w ogóle tego nie czuję. Jednak ostatecznie cieszę się, że tak się stało. Kiedy w końcu przysiadłam i zabrałam się za książkę, nie mogłam się od niej oderwać, czego nie do końca rozumiem. Połowa Marsjanina to różne naukowe wyjaśnienia, trudne słówka i pojęcia, których raczej ktoś, kto nie ma zacięcia fizycznego, nie powinien zrozumieć, więc dlaczego tak dobrze mi się to czytało? Nie wiem. Zgaduję, że to sprawka po prostu dobrego warsztatu autora, bo chociaż połowy rzeczy nie rozumiałam, to dalej bez trudności brnęłam dalej. No i kolejnym atutem książki jest postać Marka. Bardzo sarkastyczny bohater, dzięki któremu wielokrotnie uśmiechałam się podczas czytania. Z lektury Marsjanina nic nie wyniosłam (no dobra, wiem, jak wyhodować ziemniaki na Marsie), ale co z tego? To była po prostu świetna rozrywka.

J.D. Salinger // Buszujący w zbożu
Szesnastoletni Holden Caulfield zostaje już któryś raz z rzędu wyrzucony ze szkoły za złe wyniki w nauce. Chłopak postanawia nie wracać od razu do domu, zamiast tego przez kilka dni włóczy się po Nowym Jorku, gdzie napotyka różne osoby.

Zacznę od tego, że styl pisarza, wielokrotnie określany mianem zbyt prostego i męczącego, mi jakoś w ogóle nie przeszkadzał. Ba, muszę przyznać, że nawet całkiem dobrze i płynnie czytało mi się Buszującego w zbożu. Jeśli chodzi o fabułę, to właściwie nie wiem, co mam napisać. Też nie bez powodu nie wystawiłam tej książce oceny. Wiecie, nie była ona całkowicie zła, ale też nie rozumiałam, co Salinger chce mi przekazać, bo przecież na miano klasyka Buszujący w zbożu musiał sobie jakoś zasłużyć. Być może gdybym była młodsza, a Holden nie byłby tak irytującą postacią, to może byłabym zachwycona tą książką.

George Orwell // Rok 1984
★★★★★★★★★★
Winston Smith żyje w świecie, w którym dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery. Jego życie dzieli się pomiędzy zakazy a nakazy - nie może kochać swojej żony, a Wielkiego Brata ma uwielbiać. Każde nieposłuszeństwo jest surowo karane, a Policja Myśli odnajdzie każdego, kto popełnił jakąkolwiek myślozbrodnie. W tym świecie nawet własne dzieci mogą na ciebie donieść,

Jestem zszokowana wizją, jaką przedstawił George Orwell. Przerażające i jednocześnie dające do myślenia jest to, że ta antyutopia nie jest wcale taka niemożliwa i że na ziemi ciągle istnieją takie miejsca, w których panuje podobny system. George Orwell ukazał świat, który niekoniecznie jest tylko fikcją literacką i w każdej chwili może powrócić. Aż nie wiem, co mogę więcej przeczytać. Wydaje mi się, że jest to obowiązkowa pozycja do przeczytania.