„Maybe Someday” Colleen Hoover
Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte
Cykl: Maybe (1)
Po Maybe Someday nie oczekiwałam zbyt wiele. Podchodziłam do tej książki dosyć sceptycznie, myśląc, że nie zachwyci mnie ona za bardzo. Moje przypuszczenie brały się stąd, że Hopeless jakoś do mnie nie przemówiło, nie widziałam w tej książce niczego niesamowitego. Szczerze mówiąc, nie rozumiałam także ogólnego wychwalania pani Hoover, ale po Maybe Someday moja opinia o tej autorce zmieniła się diametralnie.
Colleen Hoover to jakiś geniusz. Geniusz, który dokładnie wie, co zrobić, żeby moje serce było rozdarte na milion małych kawałeczków, niezdolnych do ponownego złożenia. Nie wiem, jakim cudem udało się jej wzbudzić we mnie tyle różnie skrajnych uczuć. Przecież to powinno być niemożliwe.
"Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce."
Życie Sydney jest niemal idealne. Ma dwadzieścia dwa lata, studiuje i prowadzi względnie niezależnie życie, a swój czas dzieli między nauką, chłopakiem a najlepszą przyjaciółką, z którą wspólnie wynajmuje mieszkanie. Uważa się za osobę bardzo szczęśliwą, która nie mogłaby już chyba otrzymać więcej od życia. Wszystko lega w gruzach, gdy w dniu swoich urodzin przyłapuje Huntera na zdradzie ze swoją współlokatorką.
Sydney z dnia na dzień traci dach nad głową, przyjaciółkę oraz chłopaka. Na szczęście z odsieczą przychodzi Ridge - sąsiad, który wieczorami miał w zwyczaju siedzieć na balkonie i grać na gitarze. Proponuje on dziewczynie pewien układ, z którego oboje mają czerpać korzyści.
"Kocham ją. Kocham w niej wszystko. To, że nigdy mnie nie osądza. To, że mnie rozumie. To, że wspiera każdą moją decyzję, mimo że czasem one jednocześnie ją niszczą. Kocham jej uczciwość. Bezinteresowność. A najbardziej kocham to, że to właśnie ja jestem tym facetem, który może w niej wszystko kochać."
Ta książką jest taka prawdziwa, pełna głębokich i szczerych uczuć. Jest też pełna skrajności, bo kiedy nie śmiejecie się wraz z bohaterami, to płaczecie z nimi. To wręcz bolesne odczuwać tyle emocji naraz. Bolesne jest też to, co zrobiła Colleen Hoover. Bo oto stworzyła trójkę niesamowitych bohaterów, których nie sposób pokochać, a których połączyła niesamowita miłość. I to właśnie jest takie niesprawiedliwe! Bo dlaczego oni musieli tak cierpieć? Dlaczego ja też musiałam cierpieć z nimi? Tak się nie robi, droga autorko, nie tworzy się dwóch Kopciuszków, z których tylko jeden może dostać swojego księcia na białym koniu.
Hoover poruszyła w książce także bardzo ważny temat, a mianowicie niepełnosprawność. Chorobę jednego z bohaterów ukazała całkiem naturalnie, bez żadnych wyolbrzymień. Przyznam się, że początkowo podchodziłam do tego pomysłu nieco sceptycznie, ale teraz nie mogę sobie wyobrazić tej danej postaci w pełni zdrowej. Bo w pewien sposób ta ułomność grała w książce pierwsze skrzypce, nadawała ona jej pewną głębię. Zmuszała ona czytelnika do zastanowienia się nad tym, czy można kochać kogoś tylko i wyłącznie z litości, chęci zaopiekowania w trudnej sytuacji.
Hoover poruszyła w książce także bardzo ważny temat, a mianowicie niepełnosprawność. Chorobę jednego z bohaterów ukazała całkiem naturalnie, bez żadnych wyolbrzymień. Przyznam się, że początkowo podchodziłam do tego pomysłu nieco sceptycznie, ale teraz nie mogę sobie wyobrazić tej danej postaci w pełni zdrowej. Bo w pewien sposób ta ułomność grała w książce pierwsze skrzypce, nadawała ona jej pewną głębię. Zmuszała ona czytelnika do zastanowienia się nad tym, czy można kochać kogoś tylko i wyłącznie z litości, chęci zaopiekowania w trudnej sytuacji.
"W angielskim alfabecie jest tylko dwadzieścia sześć liter. Można by pomyśleć, że z tyloma literami niewiele można zrobić. Można by pomyśleć, że kiedy wymiesza się je i połączy w słowa, mogą one wywołać tylko ograniczoną liczbę uczuć. A jednak tych uczuć może być nieskończenie wiele i ta piosenka jest dowodem na to. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają."
Warto też wspomnieć, że narracja jest prowadzona z dwóch punktów widzenia - Sydney i Ridge'a. Również na początku nie byłam do tego przekonana, ale całkiem zrekompensował mi to fakt, że na szczęście nie opisują tych samych wydarzeń, a jedynie je kontynuują. Ważną częścią tej książki jest też muzyka. Bez niej Maybe Someday praktycznie by nie istniało. Nigdy bym nie wpadła na pomysł stworzenia oddzielnego albumu z piosenkami występującymi w książce, ale Colleen Hoover i Griffin Peterson to zrobili, za co chwała im! Cieszę się, że miałam możliwość wysłuchania Maybe Someday czy innych utworów.
Moja recenzja może i jest nieco chaotyczna, ale nie wiem, w jaki inny sposób mogłabym oddać to, co czułam po przeczytaniu. Maybe Someday to na pewno nie jest typowa książka z gatunku New Adult. Jest prawdziwa w każdym aspekcie, ciągle zaskakuje czytelnika i traktuje o ważnych sprawach, jakimi są niepełnosprawność czy wchodzenie w dorosłe życie. Bezapelacyjnie polecam każdemu!
Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Przypominam o rozdaniu
Moja recenzja może i jest nieco chaotyczna, ale nie wiem, w jaki inny sposób mogłabym oddać to, co czułam po przeczytaniu. Maybe Someday to na pewno nie jest typowa książka z gatunku New Adult. Jest prawdziwa w każdym aspekcie, ciągle zaskakuje czytelnika i traktuje o ważnych sprawach, jakimi są niepełnosprawność czy wchodzenie w dorosłe życie. Bezapelacyjnie polecam każdemu!
"Czuję się tak, jakby może kiedyś zamieniło się we właśnie teraz."
Wyzwania:
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Przypominam o rozdaniu