„Grimm City. Wilk!” Jakub Ćwiek

Jakub Ćwiek, Grimm City. Wilk!, 384, SQN
★★★★★★★★☆☆

Każdy z nasz na pewno zna słynne baśnie braci Grimm, jednak pewnie niewiele wie, że ich oryginał bardzo różni się od tych skróconych i ułagodzonych wersji, którymi raczyły nas mamy, gdy za oknem było już ciemno. Stare, pierwsze wydania tych opowieść są bardzo brutalne i krwawe, zdecydowanie nieprzeznaczone dla uszu małych dzieci. Jakub Ćwiek, inspirując się twórczością braci Grimm, stworzył podobną historię - pełną przemocy i strachu - a osadził ją w iście ponurym mieście o nazwie Grimm City. 

Zbudowane na ciele olbrzyma, chmurne miasto Grimm City już od dawna przestało być bezpieczne, a tutejsi mieszkańcy zapomnieli, co oznacza słowo sprawiedliwość. W tej oblepionej czarną ropą metropolii swój azyl znaleźli przestępcy każdego rodzaju, politycy chcący bezkarności, a także policjanci na usługach grubych ryb. Nieoczekiwanie w mieście robi się coraz bardziej niebezpiecznie, a masowym atakom zostają poddani... taksówkarze.  Atmosfera się zagęszcza, kierowcy boją się wyjeżdżać poza swoje tereny, a tymczasem wydaje się, że policja nic sobie z tego nie robi, chociaż liczba podejrzanych morderstw ciągle się powiększa. Gdy nagle zostaje zamordowany oficer policji Wolf, wszyscy zgodnie stwierdzają - na scenę wkroczył Nowy Gracz. I co z tym wspólnego ma muzyk Alfie Moore?

Nie ukrywam, że początek Grimm City. Wilk! był dla mnie dosyć ciężki w odbiorze. Pierwsze pięćdziesiąt stron czytało mi się bardzo topornie, nie mogłam przyzwyczaić się do stylu Ćwieka i byłam pewna, że jeśli tak dalej pójdzie, książka na pewno mi się nie spodoba. Na szczęście później coś zaskoczyło i wręcz nie mogłam się oderwać od książki. Bo oto wkraczamy fantastyczny, aczkolwiek strasznie ponury, świat, pełen mrocznego klimatu, który jest największą zaletą tej książki. W tym świecie nie ma Biblii - są Baśnie, nie ma Boga - za to jest Bajarz. Autor w swojej książce niejednokrotnie nawiązuje do jakiejś opowieści czy tworzy postaci na wzór znanych z baśni braci Grimm (dziewczyna ubrana jak czerwony kapturek zamieszana w śmierć Wolfa czy Dom Trzeciej Świnki jako więzienie) i nie tylko, a mi rozpoznawanie ich i interpretowanie tego na swój sposób dostarczyło wielkiej zabawy podczas czytania. 

Jeśli chodzi o kreacje bohaterów, to mam nieco mieszane uczucia. O ile Alfiego uważam za postać nawet dobrze wykreowaną, o tyle coś mi zgrzytało w przypadku McShane'a, Evansa czy innych postaci drugoplanowych. Tych pierwszych, gdyby nie różne nazwiska, ciężko byłoby mi rozróżnić, a podobno mieli być do siebie zupełnie niepodobni. Czułam szczególnie wielki niedosyt, jeśli chodzi o jakieś informacje na temat bohaterów z ich życia codziennego. Skojarzyło mi się to z Kasacją Mroza - tam też czytelnik nie dostawał za wiele informacji o życiu prywatnym Oryńskiego i Chyłki, jednak w Grimm City jakoś bardziej mi to przeszkadzało. Akcja nie pędzi za szybko, ani za wolno, a gdy już się wkręciłam w treść, nic nie mogło mnie od książki oderwać.  

Muszę jak zwykle pochwalić wydawnictwo za oprawę książki, która idealnie wpasowuje się w mroczny i ponury klimat Grimm City. Bardzo podoba mi się okładka. Ponownie też jestem zachwycona ilustracjami w książce tym razem nie autorstwa Rafała Szłapy, którego rysunki podziwiałam w Krwi i stali czy Dopóki nie zgasną gwiazdy, lecz Piotra Sokołowskiego. Natomiast czcionka ma odpowiednią jak dla mnie wielkość i nie męczy wzroku.   

Podsumowując. Grimm City. Wilk! jest książką naszpikowaną nawiązaniami do znanych baśni, a zinterpretowanie ich nie powinno być trudne dla nikogo, kto kiedykolwiek miał z nimi styczność. Lecz na tym kończy się baśniowość tej książki, bo oto mamy przed sobą mroczny i bardzo brutalny kryminał, przywodzący na myśl słynne Miasto Grzechu. To moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora, ale po tej książce na pewno wiem, że nie ostatnie.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

Wyzwania:
Czytam, ile chcę
Obsługiwane przez usługę Blogger.