„Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu” Anna McPartlin
![]() |
Anna McPartlin, Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu, 397, HarperCollins Polska
★★★★★★★★★☆
|
- Chciałabym być teraz gdzieś indziej - oznajmiła w pewnej chwili Bridie.
- Gdzie, mamo?
- Tam, dokąd chodzi Jeremy.
- Czyli gdzie? Dokąd chodzi Jeremy? - Na ułamek sekundy w sercu Maisie pojawiła się nadzieja. Może Jeremy powiedział babci o czymś, co zataił przed resztą rodziny?
- Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu...
Autorka Anna McPartlin jest ostatnio bardzo dobrze znana za sprawą Ostatnich dni Królika. Ta powieść zbiera same najwyższe noty i jest nieustannie wychwalana przez wszystkich czytelników. Sama nie miałam okazji jeszcze się z nią zapoznać, ale kiedy pojawiła się możliwość przeczytania Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu, pomyślałam, dlaczego nie?
Maisie nigdy nie miała łatwego życia. W wieku osiemnastu lat w wyniku gwałtu zaszła w ciążę, by później przez to wplątać się w związek z mężczyzną, któremu daleko było do ideałów. Przez wiele lat awantury i interwencje policji w ich domu były na porządku dziennym, a sama kobieta często trafiała do szpitala. Uświadomiła sobie, że musi odejść od tego tyrana w momencie, gdy pobił ją tak, że musiała przejść operację, a ich synowi złamał rękę. Jednak nawet później życie Maisie nie było wcale łatwe - ciągle brakowało pieniędzy, jej matka zachorowała na demencję, a dorastająca Valerie sprawiała coraz więcej problemów. Za to Jeremy był takim złotym chłopcem - w szkole starał się dobrze uczyć, zajmował się chorą babcią i zawsze przychodził o wyznaczonych godzinach. Jednak tym razem nie wrócił...
Maisie po dwudziestu latach od śmierci syna postanawia przemówić przed studentami o tamtym strasznym dniu, a akcja książki cofa się do pierwszego stycznia 1995 roku. Wydarzenia opowiadane są z punku widzenia różnych bohaterów książki, a dzięki narracji trzecioosobowej czytelnik może lepiej ich poznać i dokładniej przyjrzeć się temu, co w danym momencie odczuwali. Muszę jednak przyznać, że na początku czułam się trochę zawiedziona, bo spodziewałam się mega bomby emocjonalnej już na początku. Na dodatek, gdy okazało się, że fabuła będzie toczyć się dwadzieścia lat później, byłam lekko zszokowana, no bo w końcu od początku wiemy, że Jeremy nie żyje, więc gdzie tu element zaskoczenia? Okazało się, że byłam w błędzie. Autorka ukryła w tej książce znacznie więcej i mimo że znałam zaskoczenie, nie przeszkadzało mi to w posiadaniu nadziei na to, że autorka na samym początku postanowiła wprowadzić czytelnika w błąd.
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu ujęło mnie tym, że jest to przede wszystkim bardzo realistyczna i przejmująca powieść, a jednocześnie ma w sobie taką prostotę i dopiero pod koniec czułam się trochę podkopana emocjonalnie. Losy Maisie na przemian wywoływały we mnie smutek i przerażenie, a największe wzruszenie czułam, czytając fragmenty poświęcone myślom Birdie - Alzheimer zabrał jej wszystko, ale jakimś sposobem ciągle wspominała Jeremiego. Normalnie płakać mi się chciało, gdy o tym czytałam. Ta książka opowiada o pogodzeniu się z odejściem bliskiej osoby, gdy zabiera ją nam choroba lub śmierć, o tym, czy zachowania rodziców nas definiują oraz o akceptacji inności.
Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu zdecydowanie mogę polecić wszystkich czytelnikom. Sądzę, że każdy powinien znaleźć w niej coś dla siebie, gdyż porusza ona naprawdę dużo ważnych tematów, Warto dać jej szansę i poznać ciężkie losy Maisie Bean, która jakoś znalazła w sobie siłę, by dalej walczyć. Polecam z czystym sumieniem!
Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.
Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu HarperCollins Polska.