Colleen Hoover, Ugly Love, 340, Otwarte
★★★★★★★★★★
Z twórczością pani Colleen Hoover miałam już wcześniej styczność. Jej „Maybe Someday” urzekło mnie tym, że była to lektura bardzo prawdziwa, pełna głębokich i szczerych uczuć. Dogłębnie wstrząsnęła mną ta książka i śmiało mogę stwierdzić, że ta pisarka wie, jak u czytelnika wywołać masę skrajnych emocji. Natomiast gdy tylko dowiedziałam się o „Ugly Love” czułam, że koniecznie muszę to przeczytać i w końcu po miesiącach wyczekiwania doczekałam się! Czy się zawiodłam?
Tate Collins to początkująca pielęgniarka. Wprowadzając się do brata, którego z racji zawodu pilota często nie ma w mieszkaniu, w dosyć nieprzyjemny sposób poznaje Milesa Archera - przystojnego i milczącego sąsiada. Nie spodziewa się jednak, że ten pijany facet, który zaległ przed drzwiami, blokując wejście do środka, kompletnie wywróci jej życie do góry nogami. Gdy oboje odkrywają, że coś ich łączy, zawierają układ - seks bez zobowiązań, pytań o przeszłość i oczekiwań przyszłości. Wydaje się proste, dopóki nie zaczynają kiełkować uczucia...
Tate jest jak otwarta księga - możemy czytać z niej do woli, sama też niczego nie ukrywa przed czytelnikiem. Jest po prostu zwykłą dziewczyną, dorastającą w rodzinie pilotów, a jej przeszłość jest wolna od wszelkich traumatycznych przeżyć, przez co łatwo się z nią identyfikować. Nie jest to też często spotykane w literaturze New Adult, która przecież w głównej mierze dotyka tematu zmagań z mrocznymi wspomnieniami heroiny, takimi jak gwałt czy przemoc.
W „Ugly Love” za to taką postacią jest Miles, nie dzielący się z nikim jakimikolwiek informacjami na swój temat. Na początku zachowywał się jak gbur i wydawał się być gburem, później zaczął ranić Tate, dając jej okruchy nadziei na to, że mogłoby coś z tego wykiełkować (chociaż sama przecież teoretycznie wiedziała na co się pisze), więc mimo moich starań nie mogłam go polubić. Jednak wraz z poznawaniem przeszłości młodego Archera w retrospekcjach, zaczęłam coraz bardziej rozumieć jego zachowanie i po prostu zakochałam się w tym bohaterze, w każdej jego wadzie i zalecie.
Swoją drogą nie podoba mi się tylko, w jaki sposób zostały zapisane te retrospekcje. Wiem, dlaczego autorka to zrobiła i jaki miała zamiar, ale tak czy siak mówię stanowcze nie wyśrodkowanemu tekstu - to nie tylko źle wygląda, ale przede wszystkim źle się czyta!
Oto książka, która wciąga od pierwszej strony, a ja jestem pod wrażeniem, jak autorka o tak ciężkich sprawach, potrafi pisać w tak lekki i zrozumiały sposób. Opowiada ona o tym, jak to jest kochać za mocno i w obawie przed bólem oraz cierpieniem wyrzec się uczuć oraz o tym jak to jest codziennie zmagać się z palącym poczuciem winy i nie móc po prostu ruszyć. Ale ta książka ma też drugą stronę, czystszą. Piękny jest moment, kiedy skrzywdzona osoba, zaczyna darzyć zaufaniem, a później miłością, drugą osobę i zdaje sobie sprawę, że ból nigdy nie odejdzie, ale dzięki niej może być mniej nieznośny.
„Ugly Love” to przepiękna pozycja, od której nie sposób się oderwać. To powieść pełna bólu i cierpienia, ale również miłości; tej brzydkiej i tej czystej. Colleen Hoover dokładnie wie, jak złamać moje serce i spokojnie mogę stwierdzić, że znowu jej się to udało, ale nie winię jej za to. Było warto. Dlatego przeczytajcie tę książkę, a polecam wam ją z głębi mojego krwawiącego serduszka.
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.
|