„Ballada o przestępcach” Marcin Hybel

Marcin Hybel // Ballada o przestępcach // Czwarta Strona
★★★★★☆☆☆☆☆
Średniowieczna Anglia. Wędrowna trupa zmierza leśnym traktem do Londynu. Niestety, jak to bywało w tamtych czasach, w lesie zostali napadnięci przez okrutnych bandytów, a cało wyszło z tego tylko dwóch chłopców - William i Gilbert. Bracia zostają porwani i trafiają pod opiekę gildii przestępców, która zajmuje się szkoleniem przyszłych żebraków, złodziei oraz morderców. Wkrótce ich drogi się rozdzielają i od teraz będą musieli nauczyć się samemu żyć w tym okrutnym świecie, pełnym przemocy i niebezpieczeństw. 

Fabuła miała naprawdę wielki potencjał. Dodatkowo wcześnie w ogóle nie czytałam jeszcze żadnej książce o średniowiecznych gildiach przestępczych, więc byłam jak najbardziej pozytywnie nastawiona do czekającej przede mną lektury. I jak wyszło? Cóż, na pewno nie spodziewałam się takiej akcji - praktycznie co stronę się coś działo, nie było wiele momentów spowalniających tempo. Czy zaliczam to na plus? I tak, i nie. Z jednej strony super, że książka nie była nudna jak flaki z olejem i szybko się ją czytało, z drugiej strony przez taki zabieg zabrakło mi kilku ważnych elementów.  Liczyłam na mocny klimat średniowiecznej Anglii, no i się trochę przeliczyłam. To samo z wątkami w książce - niby było ich kilka, ale później mocno się ze sobą łączyły i były potraktowane po macoszemu, że no nie spodobało mi się to. 

A co z bohaterami? William i Gilbert ogólnie zdobyli mojej sympatii. Raz lubiłam jednego, raz drugi mnie mniej irytował, i tak na przemian, a ostatecznie to ciężko jest mi o nich cokolwiek napisać. Szczerze mówiąc, nie poznałam ich za dobrze, a szczególnie Gilberta. Pod koniec jego kreacja zrobiła na mnie największe wrażenie, ale w ostatecznym rachunku było go za mało i nie wiem, co mam o nim myśleć. Niby Williamowi autor poświęcił trochę więcej czasu, ale też mam pustkę w głowie, jeśli chodzi o tą postać. Bohaterowie po prostu byli papierowi, ale, czytając książkę, jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało. Swoją uwagę poświęcałam głównie wydarzeniom.

Co się tyczy wątku romantycznego, to chyba był on najgorszym wątkiem w tej książce. Relacja Agnes i Willa wzięła się z kosmosu i ja wiem, że to inne czasy i w ogóle, ale liczyłam na jakieś bardziej szczegółowe rozwinięcie ich znajomości. Miłość do grobowej deski nie zaczyna się tak nagle, przynajmniej nie w przypadku nastolatków. W ogóle ja w zachowaniu Willa nie widziałam żadnej miłości, tylko fascynację seksualną i nie mam pojęcia, dlaczego on tak uczepił się tej dziewczyny, a już tym bardziej ona jego.

Największą wadą Ballady o przestępcach jest to, że akcja jest rozłożona na dziesięć lat, w trakcie której następuje kilka przeskoków w czasie, najdłuższy to pięć lat. Przez to musiałam domyślać się wielu rzeczy, niektóre wydarzenia były po prostu opisywane a nie pokazywane, a na tym ucierpiała przede wszystkim kreacja bohaterów. Najważniejsze lata z ich dorastania i kształtowania osobowości zostały po prostu ominięte.

Ballada o przestępcach nie jest złą książką, ale nie jest też dobrą. Jest po prostu przecięta. Wielkim plusem jest to, że autor przygotował się do napisania książki, opartej na faktach historycznych, ale niestety to nie wystarczyło. Myślę, że gdyby historia została rozłożona na trzy części i powstałaby z tego trylogia, mógłby być to kawał dobrej roboty, bo ma naprawdę duży potencjał. 

Za możliwość przeczytania oraz zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Poznańskiemu.
Obsługiwane przez usługę Blogger.